Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARTYkuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARTYkuły. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 grudnia 2010

Sprzedał wszystko aby kupić Lamborghini


Pan Ryszard miał wszystko: samochody, nowy dom i narzeczoną. Kiedy wybranka odeszła, sprzedał wszystko, kupił Lamborghini Gallardo i wyruszył podróżować po Ameryce. 




Historia rozpoczyna się w 2006 roku, gdy nasz bohater odbiera czarne Lamborghini Gallardo Coupe z salonu Lamborghini w Ohio.




Za $180,000 kupił 500 koni mechanicznych, które pozwalają rozpędzić maszynę od 0-do-60 mil na godzinę w zaledwie 4.0 sekundy. Prędkość maksymalna Lambo to aż 195 mil na godzinę.








Pierwszy rok nowy właściciel jeździł z jednego miejsca w drugie, nocując w motelach i poznając nowych ludzi. W jednym z klubów, dzięki Lambo oczywiście, rozpoznano w nim Mobiego i ugoszczono darmowymi szampanami. W pewnym momencie zainteresował też policję, która myślała, że transportuje narkotyki. 







Podróż po Ameryce wiązała się z przekraczaniem prędkości, na co ma aż 53 potwierdzenia. 


Pokonanie ponad 91000 mil tym Lambo kosztowało kierowcę $25000. Tak duży przebieg dla auta tej klasy to jednak wyjątek. Dla porównania Gallardo z największym przebiegiem na aukcjach ebay zostało wyprodukowane w 2004 roku i przejechało niecałe 40000 mil. 


Ryszard twierdzi, iż jego Galardo nigdy się nie popsuło i było lepsze niż oczekiwał. Mimo, iż wartość samochodu nie pokrywa już długów jakie zaciągnął na jego zakup, to twierdzi, że jest szczęściarzem, ponieważ zostawił za sobą wszystko aby doświadczyć czegoś o czym prawie każdy marzy.
Nie możemy się z nim nie zgodzić.


Vini


źródło: jalopnik.com

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kobieta lepsza od samochodu?

Ciekaw jestem czy ktoś się kiedyś zastanawiał nad porównaniem dwóch miłości życia faceta – kobiety i samochodu ? Pytanie czy jest to w ogóle możliwe, bo jak porównać piekną istotę do kawałka blachy na kołach? Niemniej są to przecież dwa zjawiska nadające facetom prawdziwej męskości, władające ich sercem i rozumem (a raczej jego zatracaniem) oraz wywołujące stan euforii i podniecenia. Stanowią ważny element życia mężczyzny, który poprzez ich zdobywanie podkreśla swój status w hierarchii.

Im dłużej się zastanawiam tym więcej widzę wspólnych płaszczyzn. Pierwszą z nich i chyba najbardziej oczywistą jest piękno, które w żargonie samochodowym lepiej nazywać designem. Jeśli facet widzi kobietę to ocenia ją na podstawie jej walorów zewnętrznych takich jak twarz, dekolt, nogi czy pupa (Jeśli mówi, że tak nie robi to chce być albo miły albo jest kompletnie niezainteresowany). Z samochodami jest podobnie. Widząc auto zastanawiamy się czy podoba nam się jego przód, koła, boczna linia czy tył. I tu rodzi się pytanie, w którym przypadku kwestia ta ma większe znaczenie i decyduje o tym, czy znajomośc będzie bliższa i dłuższa. Jeśli na pierwszy rzut oka kobieta nam się nie spodoba to raczej nici z przyszłościowych planów. Z kolei z samochodami jest inaczej. Pomimo, iż mechanizm wydaje się działać tak samo to jednak podświadomość podpowiada, że tuning może łatwo ten stan zmienić. Mamy 1:0 dla samochodu.
 
Idąc dalej zastanówmy się nad wnętrzem. W przypadku samochodu będzie to silnik, którego możliwości są w pewnym stopniu ograniczone a osiągi jak najbardziej przewidywalne. W trakcie użytkowania powszednieje i raczej nie zaskakuje. Z kolei jeśli spojrzymy na kobietę to na pewno jest ciekawsza od auta i potrafi zapewnić ciągłą moc doznań na wielu obszarach. Biorąc pod uwagę jej charakter, ideologię, motywy i zachowania to należy stwierdzić, że nie można się z nią nigdy nudzić. Im dłużej z nią jesteśmy tym bardziej ją doceniamy za magię unikalnych, jedynych w swoim rodzaju, skomplikowanych poglądów i tez. Remis 1:1.
 
Kolejną wartą oceny kategorią jest Ekonomia/Koszty. I tak przy aucie sprawdzać będziemy  ile średnio pali, ile kosztują części zamienne, jak drogie jest ubezpieczenie i ile traci na wartości. Wszystkie te wartości są łatwe do wyliczenia i jak najbardziej przewidywalne co pomaga przed zakupem auta bo wiemy dokładnie o jaki rząd wielkości zubożejemy. W przypadku ukochanej kobiety pozostaje to raczej niewiadomą, uzależnioną poniekąd od tego co pojawi sie na sklepowych półkach i co w danym momencie będzie absolutnie niezbędne. Pomimo, iż części zamiennych nie ma, nie traci na wartości i nie musi palić to dla mnie i tak 2:1 dla samochodu. Nawet wstępna wysoka cena wydaje się być tylko względną wobec brylantów czy szaf pełnych sukienek i butów.
 
Ostatnia płaszczyzna w jakiej dopatruję się możliwości porównania to wyposażenie. W przypadku kobiet może wiązać się to poniekąd z kategorią piękna bo każda z kobiet posiada pewne cechy i walory. Aczkowlwiek mam na myśli to, że za nic kompletnie nie trzeba dopłacać, nie ma listy dodatkowych bajerów i wszystko, mniejsze lub większe, dostajemy w standardzie. Jako, że przy samochodach zawsze jest lista dodatków, za które z reguły trzeba słono dopłacać to zwycięstwo w tej kategorii jest zdecydowanie dla kobiet. 2:2.
 
Po moim jakże krótkim a osobliwym porównaniu okazuje się, że ani kobiety, ani samochody nie  przechyliły szali zwycięstwa na swoją korzyść. A prawda jest jedna – oba zjawiska pięknie się w życiu uzupełniają i oba stanowią podstawę egzystencjalną faceta. Bo komu i czym najlpiej się pochwalić?
Tomasz Kruczkowski

czwartek, 25 listopada 2010

MALUCH KULTOWYM AUTEM

Wypaliłem kiedyś w trakcie rozmowy, że skoro ktoś tak się wlecze to pewnie ma Suzuki Maruti. Pech chciał, że tata koleżanki, która siedziała obok jeździł akurat takim autem. Zrobiło mi się strasznie głupio jak uświadomiła mnie o tym fakcie i do dziś czuję się zażenowany jak tylko o tym myślę.

No właśnie tylko dlaczego czepiamy się takich aut, jak Maruti czy TICO, które swoją drogą porównywane było do prezerwatywy jako podobny spowalniacz ruchu. Przecież są to normalne auta, idealnie nadające sie do miasta i de facto znalazły wielu nabywców w naszym kraju. No może nie grzeszą urodą, ścigać się nimi i podrywać na nie Panie to też niezbyt dobry pomysł. Nie radzę też nikomu prób crash testów na pobliskim drzewie. Ale za to jakie są tanie w eksploatacji i oszczędne. A TICO z gazem to jeździ już prawie za darmo...
 
Może dzieje się tak dlatego, że tkwi w nas wielka miłość do popularnego Malucha i nie chcieliśmy nawet nigdy myśleć o tym, że może on zostać zastąpiony przez cokolwiek innego, szczególnie z dalekiego wschodu. Może to właśnie to bo przecież nasz ‘kaszlak’ to był podstawowy wózek, na którym można było nauczyć się jeździć. Sam mając trzynaście lat, uczyłem się jeździć malcem po lasach udając weterana rajdów i zaliczając pierwszy wypadek w życiu (oczywiście nic się nikomu nie stało). Doskonale też pamiętam jak kręciliśmy kiedyś bączki wspólnie z bratem na błocie i śniegu. To była prawdziwa samochodowa frajda.
 
Malec słynął też ze swojej niecodziennej pakowności, której pozazdrościć mogą mu dziś auta takie jak VW Crafter czy Mercedes Sprinter. Dodatkowo był łatwy w obsłudze a części zamienne można było znaleźć w każdym warzywniaku. Woził całe rodziny nad morze i w góry. Czego to auto nie robiło!
FIAT 126p to istny fenomen motoryzacji!
Tomasz Kruczkowski

poniedziałek, 22 listopada 2010

Kolejna tragedia stylistycza w BMW

 
BMW określa design swoich aut jako ‘zapierający dech w piersiach’ czy ‘doskonały’ i prawdę powiedziawszy do pewnego czasu rzeczywiście tak było. W momencie kiedy nastała era Bangle’a BMW straciło swój blask i ciężko było się oswoić a co dopiero polubić nowe modele. Rozgoryczenie klientów i opinii publicznej było tak duże, że facet nie wytrzymał, porzucił BMW i zaszył się gdzieś daleko do świata koncernów motoryzacyjnych. Wielu odetchnęło i upatrywało powrotu BMW na właściwe tory oraz nawiązania do wspaniałej historii. Ja również...
No i wyszło na to, że przysłowie ‘Nadzieja matką głupich’ jest w tym przypadku zasadne. Właśnie oglądam nową BMW 6 cabrio i ku memu zdziwieniu zaczynam nagle lubić projekty skrytykowanego przed chwilą Bangle’a. W nowym aucie nie widzę ani powrotu do tradycji, ani ukrytej agresywności czy eleganckiej drapieżności. Nie ma tu nic z prawdziwego BMW.
Z tyłu jest to dla mnie Infiniti. Oczywiście nie znaczy to, że nie lubię aut tej marki, wręcz przeciwnie ale BMW traci swą unikalność i upodabnia się na siłę do konkurencji. Przez to traci cechy, na które pracowało latami i które stanowiły o jej potędze i przewadze. Na szczęście oferowane są póki co tylko dwa mocne silniki: 640i – 320 koni oraz 650i o mocy 407 koni, co pozwala się łudzić, że będziemy widywać głównie tył nowego BMW 6 cabrio.
Z boku auto ma ostre linie oraz przetłoczenia, które powinny nadawać dynamizmu. No właśnie powinny... W moim przekonaniu taki zabieg nie zdaje egzaminu a auto jest jakby nadmuchane, ciężkie i brak mu przez to sportowej zwinności. Cały obraz pogarszają jeszcze lusterka, które wydają się być jak wyrzeźbione z drewna. Czy w BMW już naprawdę zapomnieli że fenomenalne lusterka z M3 w wersji e36 to też był ich produkt?
Pozostał jeszcze przód, który wygląda jakby został opracowany projektantów wozów bojowych. Masywny, toporny, sprawiający wrażenie jakby przednie zawieszenie musiało dźwigać kilka ton. Zderzakowi kompletnie brakuje polotu a wlot powietrza wygląda jak otchłań czekająca tylko aby wciągnąć emerytki, które nie zdążyły uciec przed nadjeżdżającym BMW. Brakuje jeszcze tylko lufy na masce, z której możnaby wystrzliwać rakiety w te biedne ale jakże urocze staruszki.  

Może i się czepiam bo i tak wielu ludziom (szczególnie lanserom z USA) to auto się spodoba i jest to oczywiście rzecz gustu ale wątpie w to, że za 20-30 lat bedzię takim rarytasem jakim jest teraz 635Csi.
Tomasz Kruczkowski